Są w życiu publicznym historie, które same proszą się o komentarz – i historia z pumą w lasach koło Zagórza Śląskiego jest jedną z nich.
Najpierw był dramat: fotopułapka, tajemniczy drapieżnik, apel o czujność, prośba o udostępnianie rodzinie, znajomym i wszystkim korzystającym z leśnych terenów. Internet zadrżał, region zamienił się na chwilę w polską wersję amerykańskiego stanu z kuguarami, a niejeden spacer po lesie zyskał dodatkowy dreszczyk emocji.
Dziś nadszedł epilog, znacznie mniej filmowy: policja zerknęła na zdjęcie i orzekła, że na pojawienie się pumy jednak brak dowodów.
Nadleśnictwo Świdnica sięgnęło po formułę, która w polskiej komunikacji instytucjonalnej ma się świetnie od lat – informacja miała charakter prewencyjny. Innymi słowy: ostrzegaliśmy przed czymś, co prawdopodobnie nie istniało, ale robiliśmy to z troski.
Gdyby zastosować tę logikę szerzej, każdy nietrafiony komunikat urzędowy można byłoby tak tłumaczyć, właśnie troską.
Pumy w lasach koło Zagórza Śląskiego najpewniej nie ma. Jest za to coś znacznie bardziej powszechnego w polskiej rzeczywistości – instytucja, która woli zasłonić się nadmiarem troski niż przyznać do braku weryfikacji.
Zdjęcie udostępnione pierwotnie przez Nadleśnictwo Świdnica jako dowód obecności pumy – autentyczność nie została potwierdzona przez policję.